Mój kraj doprowadza mnie do rozpaczy. Politycy mają mnie głęboko w czterech literach. Mimo ogromnego obłożenia podatkami, nasi decydenci wciąż mają problem z brakiem kasy. Bez względu na to jak wiele kasy by nie ściągnęli z przeciętnego podatnika, zawsze okazuje się, że w budżecie wielka dziura. Jakby tego było mało sprzedają obligacje, co oznacza, że nasze dzieci i ich dzieci zostały zadłużone. W ten sposób na co najmniej trzy pokolenia stajemy się niewolnikami i to pod warunkiem, że już dziś kończymy ten proceder i nie zadłużamy się jeszcze bardziej. ZUS na skraju bankructwa, mimo horrendalnych stawek ubezpieczeń (oczywiście obowiązkowych!). A teraz do tego grypa...
Poprzednio mieliśmy wielki problem z ptasią grypą. Zadałem sobie nieco trudu i sprawdziłem, że w przypadku grypy ptasiej odsetek ludzi zmarłych z jej powodu był mniejszy niż liczba osób zmarłych w związku z powikłaniami użycia szczepionki. Od kilku dni obserwuję batalię, aby polski rząd zakupił szczepionki. Nie wiem kto opłaca "niezależnych" dziennikarzy, ale jestem pewien, że ktoś ich opłaca, albo są kompletnymi idiotami. Pisząc ten tekst oglądam w telewizji program o grypie i "specjalista" mówi, że we Włoszech zachorowało 1,5 miliona ludzi i już zmarło 44. Ja się zatem pytam - to ma być ta wielka epidemia grypy. Co roku w Polsce w wypadkach drogowych ginie 6 tysięcy ludzi i jakoś nikt nie mówi o katastrofie. A proszę zauważyć, że te 6 tysięcy to ofiary śmiertelne. Ile musi zatem być osób, które przeżyły, ale się połamały, przechodziły kilkuletnią rehabilitację itp. Te liczby na pewno idą w dziesiątki tysięcy.
Wg mnie cała ta epidemia, to kompletna bzdura, wyssana z palca. Jak patrzę na to wszystko, to nachodzi mnie wielka pokusa - chyba zostanę anarchistą!