"Kochana biedo ile cię można cenić, ten się tylko dowie... kto mieszka w Polsce" - chciałoby się "zacytować" poetę. W Polsce "pochylanie" się nad problemami biednych, bezdomnych, "bezrobotnych nie ze swojej winy" jest trendy. Pochylanie toż jest oczywiście finansowane z cudzych pieniędzy, bo czy widzieli państwo choć raz pracownika pomocy socjalnej, który wyciąga pieniądze ze swego portfela? Oczywiście, że nie. Za współczucie i pomoc pobiera się pieniądze i posiada etat. Patrząc na proces powstawania Unii Europejskiej widać wyraźnie, że jest to tendencja ogólnie europejska. Urzędnicy w Brukseli przyjmują podobny sposób działania, chcą zajmować się ludźmi uciskanymi, biednymi, nie radzącymi sobie i zajmować się ich życiem.
Osobiście kilka razy w życiu powinęła mi się noga i zostawałem na lodzie bez kasy i musiałem się ostro nazapierdalać, żeby jakoś wyjść na prostą. Wiem, że gdybym wtedy sięgnął po pomoc, zasiłki, wsparcie państwa, to szybko bym się od tego uzależnił a po jakimś czasie najprawdopodobniej głośno się tejże pomocy domagał. Pewnie tak jak większość tego rodzaju biedaków, nie zhańbił bym się pracą za psie pieniądze i żerując na cudzych pieniądzach miałbym wszystko w nosie. Spotkałem w swoim życiu już kilku takich cwaniaczków i wiem, że oni nigdy nie ruszą czterech liter, jeśli nie zmusi ich do tego pusty żołądek.
Najbardziej bulwersujące jest dla mnie jednak to, że w Polsce człowiek biedny to w domyśle uczciwy. Ludzie są dumni z tego, że są biedni. Taki sposób myślenia przeniknął nawet do codziennego języka mówionego: - Co tam u ciebie? - Stara bieda! Biednemu każdy współczuje, biednego każdy lubi - "Bo ma gorzej niż ja". Ważna grupa wyborców, to szerokopojęta biedota. Poważni politycy zajmują się problemem biednych dzieci (oczywiście za cudze pieniądze). Jeśli przyjrzymy się sposobom walki z biedą, od razu widać, że to gaszenie ognia poprzez dolewanie oliwy. Ludzi niezaradnych czyni się jeszcze bardziej niezaradnymi. Ja proponuję inne rozwiązanie. Bieda powinna być wstydliwa. Nie powinniśmy pomagać ludziom biednym i tacy ludzie winni czuć negatywną presję społeczną. Powinni z całych sił starać się poradzić z tym problemem, aby zyskać akceptację społeczną. Oczywiście można pomagać ludziom biednym, ale powinna to być indywidualna pomoc każdego człowieka, a nie pomoc państwowa, zorganizowana, oparta o kosztowne instytucje i finansowana z "naszych" pieniędzy.
...a teraz idę do mleczaka na obiad. Niestety nie stać mnie na dobrą restaurację, bo 75% moich pieniędzy poszło w podatkach na świetnie działającą służbę zdrowia, super autostrady i pomoc dla stoczniowców, czyściutkie i punktualne PKP, wcześniejsze emerytury dla spracowanych górników i piękne siedziby ZUS.