Najpierw miały stopnieć lodowce, groziło nam globalne ocieplenie, niestety natura spłatała nam figla i zesłała zimę stulecia. Po tak wielkim śniegu można się było spodziewać powodzi, ale okazało się, że bardzo korzystnie nadeszła wiosna i powoli roztopiła śniegi nie wywołując powodzi. Niestety nic w naturze nie ginie. Obieg wody w przyrodzie pamiętam w postaci obrazka z górkami, stokami, chmurkami i rzeczkami. To wszystko co wyparowało musiało w końcu spaść. W ten sposób nastał najpochmurniejszy maj jaki mogliśmy sobie wyobrazić. Maj stulecia. Kiedy już myśleliśmy, że zawsze będzie padać uderzyła taka fala upałów, że podobno po raz pierwszy od 2002 roku temperatura może pobić rekord temperatury w czerwcu, który NB wynosi 36 stopni.
W świetle tak niezwykłych wydarzeń wiara w specjalistów od pogody nie ma najmniejszego sensu. Ci ludzie nie mają zielonego pojęcia o siłach natury. Nie rozumieją podstawowych mechanizmów, które pomogłyby zrozumieć klimat. Ci osobnicy nigdy do tego się nie przyznają, bo przecież w ich interesie leży przekonywanie wszystkich, że są potrzebni. Mi przypomniały się słowa mojej mamy: Kiedyś synu to zimą śnieg sięgał po pachy, a lata były upalne. To co się dzieje to po prostu normalność.