Oder-Neiße-Radweg

Przepięknie poprowadzona trasa rowerowa wzdłuż zachodniej granicy Polski, po stronie naszych niemieckich sąsiadów jest wspaniałym pomysłem na weekend. Wczesną wiosną można tam zobaczyć mnóstwo ptaków.



Zobacz zdjęcia z wycieczki

W Kostrzynie wysiadam tuż przed 20:00, po ponad 3 godzinach jazdy kolejami regionalnymi z Poznania, z przesiadką w Krzyżu. Bilet kosztował 36 zł. Na szczęście przestało padać i jest ciepło. Noc spędzam na polu Przystanku Woodstock. Jest mnóstwo pozostałości po festiwalu. Widzę drzewo z pamiątkami po woodstockowiczach – tenisówki przerzucone przez gałęzie. Pakuje bagaże i po przejechaniu kilku metrów zauważam flaka w przednim kole. Pierwszy raz w życiu złapałem gumę z przodu. Znajduję drobny kawałek szkła w oponie i sklejam dętkę. Z lekkim opóźnieniem opuszczam teren woodstocku. Niestety za chwilę słyszę dziwny dźwięk w przednim kole. Okazuje się, że pękła szprycha. Po raz pierwszy w życiu pękła mi szprycha w przednim kole. Mam tylko zapas do tylnego. Używając szczypiec i jednego zipa udaje mi się dostosować przydługą szprychę i wreszcie ruszam w trasę. Pęknięta szprycha jeszcze mi się przyda tego dnia. Rower wymaga już ostrego serwisu: amortyzator się gibie na maksa, najczęściej używany blat przeskakuje. Dobrze, że chociaż hamulce udało mi się ostatnio naprawić.

Mijam Wartę, potem znak na Berlin. Kieruję się na Urząd Miasta sprytnie umiejscowiony w budynkach granicznych. Przekraczam Odrę i jestem za granicą. Robię kilka kółek, przejeżdżam pod niemiecką krajówką i wjeżdżam na Oder-Neiße-Radweg (Ścieżka rowerowa Odra-Nysa). Po lewej pola, drogi i lasy a po prawej Odra lub jej zalewy. Taki krajobraz będzie mi towarzyszył przez większość trasy. Na trasie jest pusto. Dopiero po 10:00 pojawiają się pierwsi spacerowicze. Głównie z psami. Mija mnie kilka osób na rolkach, dwóch sakwiarzy i jeden na szosówce. Spora część trasy to park narodowy. Za wałem przeciwpowodziowym poprowadzone są drogi lokalne. Można na nie zjechać przygotowanymi zjazdami. Na wale wieje mocniej, ale widoki są o wiele lepsze.

Po południu chowam się przed wiatrem za wał i robię coś ciepłego na palniku gazowym. Jednak to luty i podczas jazdy jestem wychłodzony. Całe szczęście, że wiatr wieje w plecy. Na odcinkach, gdzie jadę pod wiatr jest ciężko. Przy zdejmowaniu sakwy ułamuję przy ramie oczko do haka od sakwy. Przy użyciu szczypiec prowizorycznie naprawiam awarię używając szprychy z przedniego koła, którą przezornie zabrałem. Prowizorka wytrzyma do końca, a znając moje możliwości o wiele dłużej. Korzystając z okazji, rozkładam na słońcu śpiwór, który nabrał wilgoci, która skropliła się w nocy na ściankach namiotu.

W Hohenstaaten mijam śluzę łączącą dwie rzeki o różnym poziomie wody. Ruszam wzdłuż kanału. W Szwedt przejeżdżam na polską stronę do Krajnika Dolnego i robię tanie zakupy. Niemcy nie mają w ogóle małych sklepów. Tylko markety w większych miastach. Po polskiej stronie prawie sami Niemcy. Miasteczko wygląda jak bazar. Przede wszystkim kupują papierosy, które są tańsze po polskiej stronie. Wracam na niemiecką stronę i nocuję za większymi krzakami, niedaleko jakiejś strefy przemysłowej. Rano zwijam się o 6:00 i jem śniadanie czekając na wschód słońca. Robię sobie cały termos kawy i ruszam na Szczecin. Gdzieś na wysokości Gryfina ścieżka odbija na zachód. Szkoda, że nie dociągnęli jej w porozumieniu z Polakami do Szczecina. Wjeżdżam na drogę krajową 13. Ruch jest niewielki, bo to niedziela. Mijam przedmieścia Szczecina, wjeżdżam do centrum, potem na dworzec PKP. Kupuję bilet. Mam jeszcze 4 godziny więc zwiedzam Szczecin. Jadę na Wały Chrobrego, robię kółko po centrum i brzegiem Odry wracam na PKP. Po 4 godzinach w pociągu wysiadam w Poznaniu.

Oder-Neiße-Radweg to bardzo dobrze przygotowana trasa, którą polecam rowerzystom lubiącym jeździć z dala od ruchu samochodowego. Doskonała nawierzchnia, ciągłość ścieżki rowerowej i otoczenie parków narodowych przy rozlewiskach Odry. Świetny kierunek na wycieczkę z dziećmi.